Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Droga spotkania Boga Zmartwychwstałego

J 20, 19-31

Tu się zaczął Kościół. Coniedzienne spotkania z Panem.

Co niedziela chodzimy do Kościoła po to.

Tak było w dzieciństwie. Obecnie już o to musimy walczyć bo praktyka zanika powoli.

Chodzimy, bo wierzymy choć nie widzieliliśmy. To jest dziewiąte błogosławieństwo obok ośmiu z Góry Błogosławieństw koło Kafaranaum.

Ale jakie ono jest proste.

Chodzić do Kościoła co niedziela.

Z tego chodzenia wyniknie później cała nasza przygoda z Chrystusem.

To jest jednocześnie jedyna recepta gdy pogubimy się w życiu, zgubimy drogę.

Rozpocząć chodzić do Kościoła. Tak po prostu. Choć nie widzimy a wierzymy. Albo nawet jak nie widzimy, i nie wierzymy. Bo wtedy chodzenie też pomoże. To jest ta jedyna droga spotkania Boga Zmartwychwstałego. Spotykać się przy łamaniu chleba. Choć tak jak apostołwie nie poznawali, nie wierzyli.

A jak ktoś chodzi codziennie? A Błogosławieństwo nie spływa! Nie ogarnia nas a tylko coś przeciwnego. Co wtedy?

Pewnie trzeba zmienić metodę chodzenia.

Nie w tym sensie, że tyłem wchodzić na Eucharystię albo coś innego podobnie nierozsądnego wykonywać.

Trzeba przychodzić ale bez jakiegokolwiek oczekiwania. Bez zniecierpliwienia. Po prostu przysłuchiwać się z daleka. Przyglądać. Niczym celnik z przypowieści. A Pan da pustemu sercu obfitość łask.

Tylko trzeba czekać.

Nie narzucać swojego rozwiązania.

Może taka pustka, taka nie wiara oraz nie widzenie, jest konieczną Golgotą aby Zmartwychwstać.

Z pewnością nie mamy innej drogi do życia, jak przez śmierć.

Również nasza wiara oraz spotkanie Pana nie ma innej drogi.

amen

czytaj więcej

Tajemnica Zmartwychwstania

Mt 28, 8-15

Zamieszanie powstało po Zmartwychwstaniu. Tak obserwujemy w dzisiejszej ewangelii.

Niewiasty biegną, cieszą się, boją się.

Spotykają Pana, dalej się boją.

Arcykapłani ustalają przebieg wypadków żeby w jakiś sposób ocalić siebie. Poprzez kłamstwo.

Czyli radość, ekscytacja, strach, kłamstwo. Takie przewijają się stany wewnętrzne, wśród tych ludzi wtedy, tam przy grobie czy związane z grobem.

Dziś pewnie identyczne nam towarzyszą.

Mamy ten lęk z którym żyjemy jak ze starym znajomym, ekscytacja, kłamstwo być może ulegamy a później odchodzimy ze wstydem.

Oni przy grobie nie wiedzili co powiedzieć bo to pierwszy raz coś takiego się wydarzyło, że martwy człowiek podniósł się.

A my możemy nie wiedzieć jak zareagować czy co powiedzieć gdy przychodzi sytuacja, że wszystko jest jasne jak wybrać czy jak postąpić a nie postępujemy bo nie mamy tej potrzebnej wytrwałości. Ani determinacji. Ani odwagi. Albo ulegamy złudzeniu, że ktoś inny przyjdzie i załatwi daną sprawę.

Otóż mieć w sobie tyle wytrwałość, nagle odnajdywać ją gdy wydaje się, że już nie mamy sił, może być podobne gdy kobiet spotykają żywego który był martwy jeszcze nie dawno.

Tu dotykamy tajemnicy Zmartwychwstania. Zawsze odnajdziemy siłę, gdy będziemy kontemplować Zmartwychwstanie. To jest rezerwuar nie kończący się.

Siłę musimy sami wyprosić. Ono może nam jej dodawać, ale praca wytrwałości oraz odwagi jest naszym zadaniem. A nawet nie zadaniem co koniecznością.

Bo w przeciwnym razie gdy nie będziemy dążyć do wielkości świadectwa, życie naprawdę zamieni się w strach oraz kłamstwo, albo tak jak arcykapłani całą wiedzę wykorzystali aby zgrabnie wytłumaczyć siebie oraz Zmartwychwstanie by nic nie uległo zmianie. Oraz nikt nie miał dostępu do radości. Tak chcieli aby było.

Być z Panem przy grobie. To jedyny obraz który daje nam siły nie wyczerpane nigdy.

I teraz zapytajmy siebie nawzajem, gdzie jest grób któremu poświęcamy nasz czas?

amen

czytaj więcej

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł

J 20, 1-9

Ta Ewangelia oddaje porządek w Kościele.

Piotr jest pierwszy w świadectwie oraz we władzy. Choć inny go wyprzedził.

W życiu też tak możemy mieć.

Inni nas wyprzedzą ale my swoje i tak musimy zaświadczyć bo inaczej zaprzepaścimy Boży plan.

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł.

Ale my możemy mu przeszkodzić w realizacji tego planu który nam wyznaczył czy zaprosił. A jeszcze innym również.

Zazwyczaj tak sobie myślimy, patrząc na tą scenę opisaną przez autora ewangelii św. Jana.

Oni śpieszą się, młodszy jest silniejszy no to wyprzedził, ale Piotr wchodzi pierwszy. Ewangelista nic nie pisze o Piotrze, tylko o tym drugim że uwierzył. A my wierzymy jako kolejne pokolenia.

Piotr uwierzył jako pierwszy wśród apostołów, tak przyjmujemy. Bo niewiasty chyba pierwsze widziały pusty grób oraz spotkały Zmartwychwstałego. Ale jest jakaś realcja między spotkaniem a uwierzeniem. Albo uwierzeniem a spotkaniem.

Może faktycznie trzeba najpierw uwierzyć żeby potem spotkać.

Często myślimy, że wierzylibyśmy bezapelacyjnie gdybyśmy spotkali Pana żywego. Wtedy nasza wiara byłaby jak diament nie do skruszenia. A skoro nie spotykamy to wiara się chwieje.

Trzeba uwierzyć żeby spotkać.

Tylko kogo jeszcze potrzebujemy żeby uwierzyć?

Bo świadectwo Piotra przecież doskonale znamy. A to nam nie wystarcza. My, nieszczęśliwi w naszej wierze. Wciąż nie dowierzamy, bo czekamy aż spotkamy Pana.

A On jest obok tylko Go nie widzimy? Albo nie wierzymy?

Każdy sam rozstrzyga.

amen

czytaj więcej

Eucharystia

J 13, 1-15

Eucharystia. Dla niej żyjemy. Z nią umierać chcemy. Chcielibyśmy móc przyjąć Komunię świętą i zasnąć w pokoju. Ale nie wiemy jakie będą nasze dzieje. Co Bóg nam przeznaczył. Jaką drogę? Ile cierpienia? Ile łagodności a może tylko smutek lub odwrotnie pokój który chętnie będziemy potrafili dawać innym. Że tak postąpimy duchowo że będziemy obdarowywać ludzi ewangelią a jeśli nie wprost to dobrem.

Po to Pan przyszedł do nas. I dlatego dziś gromadzi nas na wieczerzy swojej. To tu możemy czerpać siłę do życia, do niesienia pokoju innym. Najpierw tym co są wokół nas. Choć to może być trudne. Lub już zamknęło nas na niekończącą się łaskę bijącą od Pana ukrytego w konsekrowanym chlebie. Wobec najbliższych najtrudniej świadczyć.

A może celowo nas Pan powołał do życia, abyśmy wzajemnie siebie nawracali. A jeszcze bardziej, żebyśmy przybliżali się do Niego wlaśnie przez to niezrozumienie najabliższych, jeśli tak się wydarzy.

Chcielibyśmy kochać najbliższych a to okazuje się bardzo trudne lub najtrudniejsze. My wiemy o sobie bardzo wiele gdy jesteśmy blisko siebie. I wtedy to co mówimy odarte jest od razu z fałszu i pozostaje sama prawda, tyle ile jej jest.

Dlatego być może Pan pozostawił się w chlebie dla nas, że tu już nic nie da się zedrzeć. Jest sama miłość.

Chyba, że wciąż poszukujemy czegoś innego. Że będzie inaczej, że będzie lepiej, że będą inni lepsi a ci wokół ostatecznie mogą być ale przecież nie tacy powinni być. Albo juz jest nam szystko jedno.

Bo gdy będą wreszcie wszyscy inni to będzie wtedy dobrze, nie tylko im ale i mnie. Albo napierw mnie.

A tymczasem eucharystia jest dla nas spełnieniem, źródłem które napełnia nas całe życie. a innym możemy dać tylko tyle ile sami się napełnimy. A kierunek oraz metoda napełniania jest zawsze ta sama. Tak jak eucharystia. Prostota. W przecinym wyapdku będziemy tylko przeszkadzać innym oraz sobie aby dojrzeli piękno miłości. I dobra.

amen

czytaj więcej

Ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz

J 8, 1-11

Najbardziej krzepiące w tym zdarzeniu ewangelicznym jest fakt odchodzenia najstarszych najszybciej. Może dlatego że mieli najwięcej grzechów a może że byli najmądrzejsi więc najszybciej zrozumieli swoje zacietrzewienie. Choć takie było prawo żeby takie osoby kamienować.

Oni spełniali tylko prawo. Choć przyszli do Jezusa zapytać co o tym sądzi. I albo by go oskarżyli o łamanie prawa albo lud przekonałby się że nie różni się niczym od nich, naucza tego samego tylko jest dziwny, bo łamie prawo w innych sprawach.

Jest taka powszechnie znana prawidłowość że najbardziej piętnujemy co samych nas męczy. Jednak zatem musieli mieć pełno grzechów jakimi oskrżali tę kobietę. Nie jest to pocieszające, że elita tak się prezentowała.

Z drugiej strony byli zatem bardzo ludzcy ale ukrywali te swoje słabe strony. I to może być najbardziej trudne dla innych oraz bolesne.

A czy my ukrywamy swoje ciemne strony? Gdzieś warto gdzieś nie warto ukrywać.

Dlatego Pan mówi ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz. Nie żąda sprawozdania z jej zła. Ani szczegółowego ani najbardziej ogólnego.

Czy faktycznie jest możliwe aby nie grzeszyć?

Czy Dobry Bóg żąda czegoś nie możliwego?

Każde zdarzenie w ewangelii jest napierw banalnie proste a później okazuje się wyzwaniem przekraczającym nasze przyzywczajenia, nasze wyobrażenie, to jak żyjemy. Zatem życie bez grzechu jest takim wyzwaniem. A jeszcze bardziej myślenie że tak możemy żyć.

amen

czytaj więcej

W pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu

Łk 15, 1-3.11-32

Ta przypowieść jest chyba najbardziej znaną z całej ewangelii. Jest czytelna dla każdego. Dla niewierzących również. Oto ktoś chciał uciec z domu, zabrał co mu się należy, otrzymał to, potem wszystko stracił, odmieniony postanowił wrócić. A w domu został przyjęty pomimo swoich głupot które narobił w życiu.

To jest uniwersalna historia.

Jest naturalną czy wręcz konieczną sprawą wyjechać z domu. Po swojemu żyć. Szukać w ten sposób mądrości albo w ogóle równowagi. Czasami się to udaje czasami kończy tragicznie. A w pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu. Może zawsze zresztą gdzieś się tli aczkolwiek może być zwalczana usilnie. Powrocić do domu aby skonfronotwać swoją mądrość, zyskać akceptację czy zrozumieć siebie samego.

Dobry Bóg tak uczynił, że bez zrozumienia przeszłości jesteśmy nie pełni. Choć ostatecznie napełnieni będziemy gdy całość stworzenia zyska pełnię. Czego symbolem jest starszy brat w tej przypowieści. On również musi zrozumieć kim jest. Pomimo że jest caly czas w domu, nie wiele zrozumiał ze swojego życia. Okazał się niewolnikiem. A przecież jest synem.

Jak wielu jest na świecie którzy wciąż szukają siebie, niszczą siebie innych albo uciekają od domu rodzinnego widząc w nim tylko przemoc, albo pozostają w domu zamykając sobie drogę do rozwoju czyli tych różnych darów które przygotował im Dobry Bóg w ich życiu.

Ale to wszystko pewnie znamy z życia. Im dłużej żyjemy tym bardziej odkrywamy te prawidłowości. Tym co najmocniej porusza to postawa ojca z tej przypowieści. Wciąż godzi się na kolejne rozczarowania, straty a póżniej potrafi się radować bez niepotrzebnych niedomówień. I co najważniejsze wciąż bierze siły aby być oparciem.

Pewnie taki jest ojciec, tak go sobie wyobrażamy. Dużo dalibyśmy aby takieg mieć.

A może takimi mamy być dla innych.

amen

czytaj więcej

Bóg czeka aż się nawrócimy

Łk 13, 1-9

Kto jest tym ogrodnikiem a kto jest właścicielem ogrodu? Czy aby to nie jest Dobry Bóg który mówi o nas ludziach którzy nie przynoszą owocu.

Dobry Bóg chce ich wyciąć i pewnie wyrzucić poza ogród gdzieś gdzie gromadziło się odpady wszelkie z ogrodu. I one tam gniły, powoli rozpadając się. Ale jest ogrodnik który broni. Kto jest tym ogrodnikiem? Wkłada swoją pracę, wierzy w to że krzak wyda owoc.

Czy aby tym ogrodnikiem nie jest nasz Pan. On nam daje siły, wierzy w nas, troszczy się o nas. Może przedłuża nam życie? nawet o tym nie wiemy.

Ogrodnik to ogrodnik. Ale też to on będzie nas wycinał gdy nie przyniesiemy owocu. Dlatego możemy wyobrazić sobię taką rozmowę ogrodnika z właścicielem ogrodu co roku.

I czy gdy umieramy to jest wtedy to wycinanie? Czy umieramy bo przynieśliśmy ten owoc czy dlatego że nie przynieśliśmy owocu? Dla samego faktu nieodwołalności śmierci to może nie mieć znaczenia.

Ale dla czekania na śmierć może mieć.

Bo gdy umieramy to oznacza że przynieśliśmy już owoc zamierzony albo wystarczający. Tak się łatwiej żyje. O tym zresztą przekonuje nas pierwsza część dzisiejszej ewangelii z której dowiadujemy się że śmieć nie jest z zemsty Boga za zło ludzi.

A jedynie wymaga od nas albo raczej czeka aż się nawrócimy. Jest pocieszające że właściciel ogrodu przychodzi przez kolejne lata I nie znajduje owocu, możemy powiedzieć nie widzi nawrócenia. Wtedy daje czas na zmianę.

Możemy to my jesteśmy ogrodnikami dla innych. Mamy dać im czas w postaci naszego przekonania, że oni będą owocować.

Czy mamy w sobie tyle wiary w innych? To może być takie ćwiczenie wielkopostne. Ile w nas wiary w innych?

amen

czytaj więcej

Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć

Łk 9, 28b-36

Przemienienie w ewangelii jest właściwie odsłonięciem chwały Pana. Wierzymy że ukazała się Jego Boskość.

Przemienienie o nim myślimy w ciągu życia. Pewnie bardziej intensywnie lub mniej w różnych okresach życia. Bądź odraczamy na kiedyś w przyszłości, tej dalekiej albo jakoś bliższej. Bądź porzucamy w ogóle, uznając że życie ma swój ciężar i brak sił aby zajmować się jeszcze czymś więcej niż jego niesieniem.

Jednak podlegamy całe życie przemianom. Nie jest to taka wielka zmiana jak w ewangelii dzisiaj widzimy. Ale nieustannie coś się w nas zmienia. Choć pozostajemy ciągle sobą. Może nam się wydaje że jesteśmy inni niż kiedyś a może słyszymy takie głosy że zmieniliśmy się jakoś albo bardzo. To ciągle pozostajemy sobą.

Przemienienie które pewnie jest celem naszego życia albo bardziej stworzenia któremu przeznaczył Dobry Bóg, jest w całości dla nas niedostępne. Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć. Pewnie milczelibyśmy właśnie jak w czasie snu.

Skąd zatem mamy wiedzieć, że warto dążyć do tego przemienienia o którym dziś słyszymy w ewangelii. Chyba właśnie z powodu tego nieustannego zmieniania jakiemu podlegamy. Bo jak się tak zmieniamy to mogą być tylko dwie możliwości że albo prowadzi to do lepszego albo do gorszego końca.

Łącznie z tym przekonaniem, że nic się już nie zmieni w życiu. Jeśli żyjemy w takim stanie to potrzebujemy ogromnej siły aby ciągle utrzymywać to przekonanie.

I to właśnie jest najciekawsze w Przemienieniu Pańskim.

Ta siła kiedyś spowoduje, że powstanie w nas żal utraty tej zmiany. Oto nie zauważyliśmy własnej zmiany. To wtedy właśnie serce otwiera się na łaskę. Im większy żal tym więcej miejsca na łaskę. Czy to wykorzystamy albo jak zmieniliśmy się, przemieniliśmy się ewangelicznie o tym możemy rozmyślać w czasie wielkiego postu oczekując ostateczej przemiany śmierci w życie.

amen

czytaj więcej

Trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia

Łk 4, 1-13

Pan pełen Ducha, pełen modlitwy, ascezy a był kuszony.

Kusiciel wykorzystał zmysły, przymioty duchowe oraz więź z Bogiem. To były te trzy pokusy. Świat głodu ale także przyjemności bo jedzenie to również przyjemność.

Świat ducha, dziś mówimy wartości duchowe stały się możliwością pokusy, bo ta druga mówi o władzy. Władza, pokora, oraz wolność od pieniędzy. Królestwa opierają się na pieniądzu.

I ta najtrudniejsza.

Bo zły duch powołuje się na Słowo Boże. Wynika, że jest obeznany z Pismem.

Z tym wszystkim zmga się Syna Bożego, to co dopiero my, ludzie słabi wciąż poszukujący odpowiedzi na nasz niepokój serca. Taka dola życia.

Pokusy które nachodzą na nas nieustannie, a my zwalczamy je nieustannie. A ratunek tylko w tych słowach odstąpił od Niego do czasu. właście to tylko pocieszenie. Bo nigdy, widać z tego, nie zakończy się pokusa w życiu.

A może tak jest, że na innych przychodzą pokusy z którymi walczą są słabi, ale walczą. Nie ocenimy tego nigdy.

W wielkim poście pragniemy postąpić duchowo.

Może trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia na braci oraz siostry wokół nas. Jak wielki wysiłek podejmują codziennie aby walczyć. I chociaż być może ulegają pokusie, to pragną walczyć. Ale nie znamy ani wielkości pokusy ani siły ich walki. Oraz wstydu przegranej.

Łatwo jest ocenić oraz wyrzucić z serca innych bą są słabi.

Może bylibyśmy lepszymi ludźmi gdybyśmy uszanowli ich wysiłek. A zrobilibyśmy jeszcze większy postęp, gdybyśmy potrafili dzielić się własnym wysiłkiem walki z pokusami.

W modlitwie pańskiej prosimy o ochronę przed pokusą. Gdzieś zagubiła się wymiana tej naszej walki z pokusami. Czy jeszcze ufamy sobie na tyle aby nawzajem się uczyć.

amen

czytaj więcej

Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Łk 6, 39-45

Dopiero jak w pełni się wykształcimy to możemy zostać nauczycielami. Głoszącymi Ewangelię a więc uczący Królestwa niebieskiego. Dopóki tak nie jest, jesteśmy ciągle uczniami. Więc tymi którzy coś wiedzą ale częciej nie wiedzą, a dużo muszą się uczyć.

Kiedy to można być w pełni wykształconym w Ewangelii? Bo każdy ma swoje pole działania. Jest nim życie. u każdego inne.

Dopiero gdy oddamy życie za Ewangelię to będziemy wiedzieli, że jesteśmy jej nauczycielami.

Tak było w starożytnym chrześcijaństwie. Ci którzy przeżyli męczeństwo na arenach z dzikimi zwierzętami, na krzyżach ukrzyżowani, stawali się świadkami na równi z aposotołami. Tak byli traktowni przez wspólnotę kościoła.

Bo w ewnagelii liczy się tylko jedno. Dobry owoc, ale do końca. I można mieć dużo dobrych owoców a przecież wiemy, że nagle wszystko możemy zepsuć. Bo nikt nie może sobie ani innym zagwarantować wolności od pokus ani, że nie ulegnie pokusie, ani że dawniej nie ulegał a teraz nagle pojawił się zły owoc.

Musimy być bardzo delikatni w ocenie naszych bliźnich, a jeszcze bardziej w ocenie samych siebie.

Jednak nie tyle delikatności nam potrzeba co prostej prawdy, że w tej sprawie zawsze jesteśmy ślepcami. Dlatego, że Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Nie możemy łudzić się, że gdy dysponujemy wieloma słowami, różnymi mądrymi, świętymi, wzniosłymi, przejętymi od poprzednich pokoleń, to potrafimy oddać życie za Ewangelię. To się jedynie ostatecznie liczy. Wtedy dopiero będziemy jak nauczyciele. Wtedy On przyjmie nas do swego raju. A gdybyśmy przeżyli własne męczęństwo to się dowiemy co to jest nauczać Ewangelię ze spokojem w sercu. A tak nasze obfite serce będzie również miało niepokój w swoich głębiach.

amen

czytaj więcej
wtorek, 21 maja 2019

modlitwa