Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Cud w Kanie Galilejskiej

J 2, 1-11

Pierwszy cud okazał się zupełnie nie związany z wielką misją Mesjasza czyli zbawienia wszystkich ludzi. Sprawa dotyczyła smutku weselników, oraz być może dla uczniów żeby uwierzyli choć oni nie za bardzo to rozumieli wszystko. Ewangelista zapisał, że co prawda uwierzyli choć potem uciekali w momencie próby.

Może my też nie rozumiemy albo uciekniemy lub uciekamy?

Prawdopodobnie postąpimy tak jak całe życie postępujemy.

A życie rzeźbi nas do tego stopnia, że twarz w jakimś momencie odzwierciedla to życie. Stąd są twarze pogodne, straszne, wesołe oraz smutne. I choćbyśmy się śmiali, radowali czy płakali to twarz nie ukryje tego swojego wyrzeźbienia.

Matka Boża z pewnością miała taką twarz która miała w sobie zapisaną oczywistość bez wątpliwości. Bo pomimo tego dialogu z Synem, nie rokującego rozwiązanie, która to rozmowa nie wyrażała wcale zgody na cud, wie co będzie, skończy się dobrze dla weselników.

A jak rzeźbi nas życie? możemy dziś zapytać czy pyta nas dzisiejsza ewangelia opisująca cud na weselu.

Mamy sprawy wielkie w życiu, inne, trudne, nie do rozwiązania czy banalne, jakieś drobne na które nie zwracamy nawet uwagi. Jaka jest nasza koleina, i co ona mówi wszystkim wokół.

Bardzo często nic więcej nie potrzeba. Moglibyśmy zasypać ludzi ogromną ilością słów a one i tak nie odmienią ich przekonania co do sensu życia jaki im prezentujemy tą naszą twarzą. Czyli jaką ewangelię im przekazujemy. Naszą koleiną.

Cud w Kanie Galilejskiej jest bezlitosny. Pozornie przyjemny ale bezwzględny. W każdej chwili całe życie świadczy o nas. Nic nie ukryjemy, choć może nam się tak złudnie wydawać.

amen

czytaj więcej

Sens modlitwy

Łk 3, 15-16. 21-22

…lud oczekiwał w napięciu informuje dziś ewangelista.

I to jest sens modlitwy.

Najpierw czekać. Do tego całe życie.

Czyli  nie możemy łudzić się, że spotkaliśmy Boga i wszystko wiemy. I  nie ma co porzucać oczekiwania ani zniechęcać się gdy Bóg nie nadchodzi.

Po drugie czekać z niewiadomą oraz niepokojem jak to będzie?

Bo po pierwszych sukcesach, przychodzi rozczarowanie. Albo po kolejnym nawróceniu oraz gorliwości z niego wynikającej. A lubimy kolekcjonować nawrócenia. Każde kolejne wydaje się tym naprawdę ostatnim nawróceniem.

Tak jak w ewangelii dziś, przyszedł  Mesjasz i przyjął chrzest, tak jak wszycy wokół niego. Co prawda oni usłyszeli głos! z nieba. Ale nic innego nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Dalej musieli czekać tamci ludzie z ewangelii dzisiejszej. A i tak ostatecznie porzucili to swoje oczekiwanie albo zamienili na obojętność.

Czy to aby nie jest opis naszej modlitwy.

Modlitwa przeradza się często w znaną rutynę. Z której czynimy nudę, której się obawiamy a potem mamy z niej winę. Choć nuda jest także częścią modlitwy. Daje możliwość pokonania własnej pychy.

Jednak żeby tak się stało musimy zgodzić się na bezradność
w naszej modlitwie.

Ostatecznie jest rozczarowanie modlitwą, a dopiero taki stan otwiera nam serce na Boga. Bo wtedy nie ograniczamy Go naszym wyobrażeniem czy pragnieniami.

A wszystko to, nic innego jak droga chrztu.

Nie ma innej drogi rozwoju chrztu jak modlitwa. wytrwała codzienna praca ducha. wierna praca.

Jednak każdy ma swoją modlitwę.

Te urzędowe modlitwy spełniamy a przecież mamy swoje jedyne, które potrafimy bardziej lub mniej przybliżyć innym. One dają możliwość pokonania własnej pychy. czyli uwierzenia, że Bóg wszystko może ale mamy czas na to.

amen

czytaj więcej

Królestwo moje...

Mt 2, 1-12

Królestwo moje nie jest z tego świata powie przed skazaniem na śmierć, za 30 lat to Nowonarodzone Dzięcię, któremu dzisiaj kłaniają się Mędrcy, a tradycja przekazuje Królowie.

A inny król z dzisiejszej ewangelii pragnie od razu zabić to Nowonarodzone Dziecię.

Posiadamy albo jakieś królestwa, albo jakieś mądrości. Większe lub mniejsze czy głębsze lub płytsze. I jakoś nimi dysponujemy. Bo zawsze czymś dysponujemy oraz coś posiadamy.

Ale najpierw musimy sami ze sobą ustalić gdzie jest nasze królestwo oraz na czym polega nasza mądrość. Z pewnością ona jest mądra dla nas. Dlatego żadko odstępujemy od swoich przekonań. Ale czy są dla innych?

Może się też zdarzyć, że nic nie będziemy posiadali, bo popadniemy w takie nieszczęście, ale wtedy świat zupełnie inaczej wygląda niż teraz nam się wydaje jaki on jest, oraz my w nim.

I dziś ewangelia pragnie nas zachęcić do ofiarowania tego wszystkiego. Nawet chętnie oddajemy, tylkom że to co nie należy do nas?

Albo możemy wciąż zadawać nawet gorliwie! pytanie gdzie narodził się  Mesjasz? Niby wiemy, a konsekwentnie żyjemy jak byśmy nie wiedzieli. Że skoro Pan jest ubogi to co dopiero Jego sługi!

A może chcemy pozbyć się  tych, którzy prowadzą nas do Mesjasza, choć jak wynika z dzisiejszej ewangelii mogą nawet o tym nie wiedziećm że prowadzą do Mesjasza ani nawet jaki on jest?

W naszym życiu jest wielu ludzi, oraz było takich wielu, którzy wskazywali nam drogę, a nie braliśmy tego kierunku czy wskazówek na serio. 

Chcielibyśmy aby świat się zmienił, ale siebie nie zmieniamy. Lub snujemy łudzenia jaki to świat jest nieprzyjemny dla Nowonarodzonego a przecież On w naszym sercu urodził się oraz mieszka.

amen

czytaj więcej

1 stycznia, środa, Nowy Rok 2019

Łk 2, 41-52

Każdy miał rodzinę. Każdy żyje w jakiejś rodzinie. Większej lub mniejszej, szczęśliwszej lub mniej szczęśliwej. Lub żyje w samotności patrząc na rodziny być może z tęsknątą lub żyje w jakiejś wspólnocie która jakoś czerpie inspirację czy naśladuje Świętą Rodzinę.

Rodzina to z jednej strony coś znanego, prostego, oczywistego a z drugiej skomplikowanego wobec której nie potrafimy zaradzić gdy dzieje się coś złego w niej. Może czasami wiemy jak powinno być w rodzinie ale jak to osiągnąć tego już nie potrafimy.

W tej dzisiejszej ewangelii widzimy troskę oraz rozmowę o trudnej sytuacji. Konfrontacja dziś używamy tego słowa. Ale też zgodę na brak wiedzy oraz niezrozumienie.

Rodzina Święta żyła z niezrozumieniem co to się takiego wydarzyło w czasie powrotu z Jerozolimy. Trudno jest ufać gdy nie mamy pełnej wiedzy. A z drugiej strony na tym polega ufność że nie znamy. 

I tak całe życie przebiegnie nam pomiędzy pragnieniem poznania w całości a niezrozumieniem niektórych wydarzeń naszego życia. Szczególnie widoczne to jest w rodzinie. Ale również we wspólnotach zakonnych. Im dłużej żyjemy tym bardziej odkrywamy jakie niejsane są dzieje czy wybory poszczególnych bliskich nam osób.

Możemy rozważać w sercu, możemy pytać czy musimy konfrontować, troszczymy się o siebie nawzajem a jednak czy będziemy czynić postępu u Boga oraz u ludzi tego nie dowiemy się nigdy aż dopiero na końcu naszego życia albo raczej po jego zakończeniu. Być może dlatego Pan Bóg stworzył rodziny bo ona zawsze odziera nas z pychy. Albowiem nikt nie jest prorokiem we własnej ojczyźnie jak zapewnia nas Pan. W rodzinie każdy jest najpierw dzieckiem własnej matki oraz ojca.

I to się jedynie liczy.

Reszta to jakieś maski, konieczne, czasami bardzo prawdziwe lub bolesne ale tylko rodzina nadała nam kierunek oraz przekazała nam pewność miłości lub tęsknotę za nią.

Albo Bóg bezpośrednio z nieba.

Nie mamy innej drogi. Szanujmy własną rodzinę. Oraz błagajmy Boga o miłość.

amen

czytaj więcej

Niedziela - 30 grudnia 2018

Łk 2, 16-21

Nadano mu imię Jezus.

Tak jak każdemu nadaje się imię.

Mamy te imiona przez całe życie. Niektórzy zmieniają. Albo używają drugiego imienia, trzeciego lub pseudonimu albo przezwiska.

Do tego stopnia mogą być takie zamiany że możemy przeżyć zdziwienie że kogoś znamy od lat a podając w urzędzie dane albo na korespondencji nagle czytamy inne imię. Wtedy okazuje się że ono nie pasuje nam do tego człowieka którego dobrze znamy.

Pan otrzymał imię zanim się począł w łonie Matki Bożej.

Każdy ma takie imię od Boga, zanim zjawia się na świecie.

Tym imieniem jest nasze życie niepowtarzalne. My robimy z niego użytek równie niepowtarzalny. Nikt nie potrafi tak żyć jak my. bo każdy prowadzi inne życie.

Choć w jakimś stopniu może wydawać się podobne, nie do odróżnienia od innych. Szczególnie tam gdzie jesteśmy podobni do siebie w swoich zajęciach, zaintereswowaniach.  Ale to tylko powierzchownie jest podobne. W rzeczywistości każdy prowadzi inne życie. A jeszcze bardziej dziwne jest to, że dopiero gdy zechce nam opowiedzieć o swoim życiu to zobaczymy jak jest inne od wszystkich.

Na początku roku możemy to wszystko jeszcze raz sobie uświadomić. Tak zresztą jak z całym rokiem. Są podobne do siebie
a przecież zupełnie inne. Żeby znowu z upływem czasu zatrzeć w sobie tę inność. To są znowu tylko lata które minęły. I tak wygląda upadek życia duchowego. Wszystko staje się nijakie.

Matka Boża rozważała wszystko w sercu. To jedyna metoda chroniąca przed upadkiem, rozważanie własnego życia. da nam dostęp do źródła naszego imienia. Do Miłości.

To nic innego ponad to co zapisał dziś ewangelista czyli wielbić oraz wysławiać Boga. Szukać w tym wszystkim co przynosi dzień uwielbienia Boga.

Łatwo wielbić gdy dobrze nam, ale gdy cierpimy, albo jesteśmy osamotnieni, albo brak sił. Wysławianie staje się niemożliwe. Pozostaje tylko cisza lub bezsilność. Wtedy jesteśmy blisko Nowonarodzonego.

A tylko to liczy się w życiu.

 

amen

czytaj więcej

Świętego Szczepana

Mt 10, 17-22

Dziś męczeństwo świętego Szczepana.

Możemy myśleć o mądrości życiowej która uczy że po okresie radości albo dobrego w życiu pojawiają się trudne sprawy. Dobrze jest myśleć o tych dobrych w chwilach złych i na odwrót. Ale cierpienie może być take wielkie że nie ma sił na myślenie o dobrych a w czasie szczęścia kto będzie myślał o nieszczęściu.

Są niektórzy którzy przeżywają strach gdy im się dobrze wiedzie. A jak jak źle to są spokojn bo wiedzą że kiedyś minie to zło. Wreszcie kiedyś musi się skończyć.

Taka mądrość jest pewnie udziałem osób które musiały jakiś kapitał w życiu nagromadzić. Bo ta mądrość wynika z doświadczenia życiowego. Tego pewnie nie da się nauczyć teoretycznie.

I Pan nam podopowiada w jakimś sensie sposób na tę mądrość aby być wytrwaly cały czas. Czyli jak dobrze ale też jak źle. A może się zdarzyć że będziemy wręcz w nienawiści u wszystkich! Jak żyć w takiej sytuacji. Całkowitego odrzucenia. To jest pewnie jakieś doświadczenie całkiem nam obce. Bo zawsze ktoś był z kim mogliśmy zamienić choćby jedno słowo.

A mamy być przygotowani na całkowite odrzucenie. Jak się przygotować na taki stan? Czy to jest możliwe? Być w całkowitej samotności oraz uciekać przed wszystkimi.

Rozpatrujemy to tylko dziś teoretycznie. My tu. Ale na świecie to jest często praktyka. Dla nas samo myślenie o cierpieniu z powodu wiary jest trudne i chyba bolesne.

A z drugiej strony to nie musi być nam obce. Taki stan wyobcowania w różnych sytuacjach życia. Albo gdy właśnie patrzymy na żłóbek. Sami tylko możemy próbować odsłonić co to znaczy Boże Narodzenie. Jak to się stało że Wszechmocny Bóg staje się bezbronny. Nikt nam nie pomoże w przybliżeniu się. Tylko sami możemy wziąć ten ciężar spotkania z Wszechmocnym Bogiem który jest słaby.

czytaj więcej

Żłobek

Łk 2, 15-20 BN

Mamy przychodzić do żłóbka aby patrzeć na Boże Dziecię.

Z tego płynie prawda o naszy życiu. O naszym wysłku. O znajdywaniu sił do pokonywania trudności. O sposobie rozmowy z innymi, że oto Bóg jest w bezbronnym to musi być wszędzie, w każdym. Tym samym o naszym rozumieniu świata oraz Boga. Oraz z tego patrzenia płynie cisza. Bo cisza była wokół aż dopiero aniołowie przybyli z nieba co spowodowało zamieszanie. I my wytwarzamy wiele zamieszania w święta albo tuż przed. 

Ale przecież  żeby pojąć Boże Narodzenie, ponownie trzeba w ciszę nie tyle ucieć co zamienić się.

Bo żłóbek choć ma figury zatrzymane w ruchu ale przedstawiające właśnie ruch oraz zgiełk, to przekonuje nas do ciszy. Aby patrzeć i zobaczyć Boga który jest bezbronny, swoje życie w którym On jest. Innych w których też jest.

Ile to razy przedstawialiśmy sobie ten prosty obraz Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Niekońcczą się nasze myśli a z drugiej wydają się takie znane, że aż zupełnie bez znaczenia. Spowszedniały.

Dlatego autor ewangelii zaprasza do niekończącego się trwania w ciszy, przez całe nasze życie.

Ona przemówi. Zawsze. My patrzymy, Pan patrzy na nas. Cisza trwa. Przepływa miłość.

amen

czytaj więcej

Bóg się rodzi!

Łk 2, 1-14P

Bóg rodzi się w stajni. Równolegle do spraw tego świata. Niejako przy okazji, gdy Józef wraz z Maryją podążają dać się zapisać.

Tak Bóg przeprowadza swoją myśl, wykorzystując zwykły tok spraw tamtych ludzi. Nie zaburza całego procesu życia, nawet społecznego. Jedni wędrowali żeby się zapisać, inni zapisywali, inni robili interes na obsłudze tego spisu statystycznego, inni pracowali na chleb, inni rządzili.

Ale przecież to jest na odwrót. Po to się toczyła tak a nie inaczej historia, żeby właśnie Bóg mógł się Wcielić w tamtym momencie. My nie rozumiemy dlaczego akurat wtedy ale taki jest fakt ewangeliczny.

Tak jest w naszym życiu.

Doskwiera nam codzienność, jej cieżar, oczywistość przechodząca w nudę, nieuniknioność konsekwencji naszych wyborów albo innych ludzi, albo zaniechania ich, a przecież to jest tylko odwrotna strona haftu życia. My widzimy węzełki, końcówki nitek kolorowych, może jakieś kawałki które bierzemy za obraz haftu a cały obraz zna Bóg. Możemy korzystać a tego obrazu ale musimy stać się bezbronni jak Mesjasz oraz ufni co Bóg przeprowadza. Wtedy zyskamy jedność z Nim.

Jak ufać we wszystko skoro jest bolesne albo jest niejasne w sobie bo wiele co nas spotyka może być znakiem tak jak dla pasterzy znakiem było Niemowlę? Dopiero po wielu latach Niemowlę stało się czytelnym znakiem.

Ale to nasze życie właśnie jest znakiem, trwa nasze Boże Narodzenie. Bo mamy jeden znak, nasze życie. Tak jak dzisiejsza Pasterka. Przyszliśmy w nocy aby jak najwcześniej zacząć być blisko źródła naszego życia. Miłości.

amen

czytaj więcej

W drodze do nieba

Łk 1, 39-45N

Maryja poprzedza nas w drodze do nieba. Poprzedza nas w rozdawaniu łask. Bo Bóg przez nas pragnie dawać różne łaski.

Tyle różnych łask możemy dawać oraz rozdaliśmy ludziom. Nie zauważamy ich.

A dobrze, że tak jest bo pycha mogła by nas zniszczyć. Ale jak nie zauważamy to życie staje się puste. Tkwimy w takiej sprzeczności.

Adwent po raz kolejny pragnie nam przypomnieć, że otrzymaliśmy więc możemy dawać. I jeśli dajemy to możemy brać i tylko wtedy będziemy w równowadze.

Maryja przychodzi do każdego, kto na to zgadza się. Przynosi Pana. A On jest tym darem który otrzymujemy a później możemy dawać innym.  Spójrzmy na dzisiejszą ewangelię, ona pokazuje, że Pan jeszcze się nie urodził a już działa. Przez Maryję. Choć nie wiemy jak dokładnie, tyle że słyszymy że poruszył się Jan w łonie Elżbiety oraz Duch Święty napełnił.

Tak właśnie możemy mieć w życiu. Być daleko od Pana a Pan działa. Nie znamy jak dokładnie.  On po prostu prowadzi swój Boski plan.

A przecież nie zawsze jesteśmy blisko Pana. Są dni, chwile, a może i całe lata gdy niebo jest dla nas zamknięte jak pisali mistycy.

Jedynie co , to musimy wciąż wybierać się w drogę, iść do innych, a jak nie mamy sił to prosić Maryję.

amen

czytaj więcej

Głos wołającego

Łk 3, 1-6

Głos wołającego na pustyni to weszło do słownika codziennego. Określa bezowocne perswadowanie, przekonywanie do swoich racji lub do jakichś argumentów.
I to jest ciekawe bo tylko święci potrafili przekonywać innych. I to nie wszystkich.
Ale po pierwsze ich było bardzo niewielu a po drugie, że było to bardzo żadkie zjawisko, takie skuteczne przekonywanie. O nim właśnie często się wspomina wymieniając życiorysy świętych czy zasługi jako dowody na świętość. Musiałoby być bardzo dużo świętych żeby przekonać wszystkich na przykład w Kościele a wtedy ewangelia byłaby całkiem przekonująca wielu ludzi.
Niestety bardzo żadko a życie biegnie jak by odporne na głos z nieba. Takie to wokół nas.
Jednak głos słyszymy każdy swój.
A na pustyni staje się on wtedy, gdy przestajemy się nawracać, prostować drogi, zasypywać doliny. Bo może coś tam kopiemy sobie na boku żeby ukryć jakieś dobra, a potem nawet nieraz wpadamy w te dziury.
Do tego te góry trzeba wyrównywać. Może mamy takie mniemanie o sobie, że dla innych stanowimy górę nie do zdobycia?
Żeby to wszystko nie było głosem na pustyni, nasze życie to może warto zacząć od jednego zmieniać. Nie wszystko naraz.
A może nie słyszymy żadnego głosu, który kieruje do nas Bóg?

amen

czytaj więcej
wtorek, 22 stycznia 2019

modlitwa